V, VI, VII – z5pln

Uch, przepraszam za dość długą ciszę w eterze z mojej strony, ale primo – koleżanka przyjechała w odwiedziny, secundo – „wszystkie kary na mnie idą”. Czytaliście już o zębie, right… ? Czytaliście. Uprzejmie informuję, że w nocy z piątku na sobotę zaczepiłam kopytkiem o łóżko i wyrżnęłam orła, za którego przyznanoby mi 3 dziesiątki, gdyby istniał program pod tytułem „Wypieprzaj się ze żmijami”. Efekt? Rozcięty cudownie łuk brwiowy („Zszywać? Eee tam, nic mi nie będzie!”). Wprawdzie głęboki fiolet spuchniętej powieki przepięknie kontrastuje z moimi naturalnie zielonymi oczętami, ale boli, co upośledza dość mocno moją mimikę, a w przyszłości zaowocuje przepiękną blizną. Dalej: telefon z dnia na dzień przestał działać. Po prostu stwierdził „ja to pierdolę” i się nie włączył. Mało? Jest ciąg dalszy – dziś dopadła mnie najbardziej kobieca z kobiecych przypadłości, dzięki czemu co jakiś czas zwijam się w uroczy, rudy kłębuszek i mam ochotę zadzwonić (gdybym miała z czego) do rodziców i nie przebierając w słowach „podziękować” im za to, że nie spłodzili mnie mężczyzną.

Ale wynagrodzę Wam, bo dziś będą łazanki z cyckami, o tym za moment.

Najpierw po krótce rzecz o papierosach i utensyliach łazienkowych. Papierosy – na sępa (no i znacznie ograniczyłam), utensylia – dziś z roboty podpierdzieliłam rolkę srajtaśmy, na jakiś czas powinno wystarczyć ;).

A jedzenie?

W piątek były ruskie pierogi z zamrażalnika (ze 3 tygodnie już tam leżały, może nawet lepiej, bo zjadłam wszystkie z mięsem, a na ruskie jakoś nie miałam ochoty), odgotowane w solidnie posolonej wodzie do konsystencji bardzo miękkiej, z uwagi na zęba. I powiem Wam – dobrze, że wcześniej ich nie zjadłam, bo były pyszne. PYSZNE. Holy crap, do tej pory aż mi przyjemnie, jak wspomnę, jak smaczne były.

W sobotę zahaczyłam o pobliskie Tesco i poszukując w miarę smacznego, taniego, a na dodatek miękkiego żarcia, dorwałam kilogram łazanek z grzybami za 7,99. I powiem Wam – dało się to zjeść po doprawieniu, chociaż fajerwerków nie było. Łazanki zostały na patelni dosolone i posypane mieloną papryką (nic innego nie miałam) i skonsumowane – bez ochów i achów, jak na mój skromny gust to troszkę zbyt tłuste. Jeszcze zostało na kolejny posiłek, w końcu kto normalny wtranżoli kilogram łazanek… ? Obiecane łazanki z cyckami:

A dziś? Dziś właśnie skończyłam jeść zakupione również w Tesco pyzy z mięsem na wagę, 3,99 za kilogram. Od dawna mnie kusiły ceną, aczkolwiek  jakoś nie miałam zaufania od wyrobów marki Noł Nejm. Na kilo pyz weszło jakieś 18 sztuk, odgotowałam sobie 5, co okazało się porcją za dużą jak na skurczony już żołądek, jako że pół jednej pyzy jeszcze leży na talerzu. Dla Waszej informacji – są dość niezłe, ale oszukane, bo na owe pięć skonsumowanych sztuk dwie trafiły się bez mięsa. Jeszcze jedno ostrzeżenie – są zaskakująco pikantne, mnie to akurat odpowiadało, ale nie każdy to lubi.

I to w sumie tyle… Oj, życzcie mi lepszej passy, bo to, co się ostatnio dzieje, zakrawa już na karę boską za jakieś grzechy (no dobra, doskonale wiem za jakie, ale bez przesady, no kurde…).

Bez odbioru!

Reklamy

One Response to V, VI, VII – z5pln

  1. g5pln says:

    OoOOo |przytulak|

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: