II – z5pln

Rankiem ze smutkiem skonstatowałam, że kawa się kończy. Pluję sobie teraz w brodę, że kilka dni temu w przypływie kulinarnego szału postanowiłam 1/3 tego malutkiego słoiczka wykorzystać do tiramisu – zostałoby na 3, 4 kubki więcej… Zamiast kawy na pobudzenie organizmu do życia musiał wystarczyć lodowaty prysznic, kawę (dość paskudną, ale zawsze), wypiłam dopiero około 11:00, w pracy.

Około 14:00 żołądek, zalany jedynie marnej jakości kawą, zaczął marudzić. Marudzić coraz bardziej uparcie i natrętnie. Zaczęło mnie kusić, żeby wyskoczyć do pobliskiego sklepu po chociaż jakąś bułę i serdela… Piątaka w kieszeni uratowała na szczęście praca, od ciula wafla pracy – jutro szef przyjeżdża, toteż trzeba było ogarnąć cały ten pierdolnik, który się narobił podczas jego miesięcznej nieobecności. Żołądek na szczęście powoli zaczął kapitulować, chyba zrozumiał, że burczenie i zwijanie się w ósemki nie ma większego sensu, głód także nieco zelżał – poszło zaś niestety więcej petów, z wczorajszych trzynastu obecnie został mi jeden.

W drodze powrotnej do domu – pierwsze zakupy od wczoraj. Za wczorajszy i dzisiejszy przydział gotówki. Rachuneczek poniżej, paczka jeszcze nieruszona, w zasadzie kupiona bardziej z paniki, że w nocy nie będę miała już fajek i będę się przewracała z boku na bok, ewentualnie zeżrę wszelkie zapasy z lodówki, jakie mi zostały, usiłując zabić głód nikotynowy.

Po powrocie do chałupy około 19:00 przyszedł czas na pierwszy posiłek tego dnia. W założeniu miały być to dwa naleśniki ze szpinakiem, ale po otworzeniu paczki okazało się, że jedzonko poczyniło pierwsze kroki do ucieczki z mojej lodówki, mianowicie zaczęło się robić nieprzyjemnie śliskie i mało świeże. Także – że założyłam, iż żarcia nie będę marnować – były 4 naleśniczki, pokryte cienką warstwą majonezu. Plus na deser jogurt pitny Danone truskawka+banan, który miał być na dzisiejsze śniadanie, ale kompletnie o nim zapomniałam.

Zaczynam się robić głodna, ale do snu już niedaleko… Da radę wytrzymać. Jutro będę zmuszona wykombinować coś na bazie mleka, bo mam w lodówce jeszcze pełen karton, a – jak w przypadku naleśników, szkoda będzie wywalić. Może grzanki francuskie… ? No nic, obaczy się. Bez odbioru.

Reklamy

7 Responses to II – z5pln

  1. UMP says:

    Biedna mała, ale dasz radę ;]Tylko z tym śliskim czymś to się przeraziłam…;D

  2. x5pln says:

    mleko chętnie przygarnę w każdych ilościach 🙂

  3. g5pln says:

    Lol, myślałem ze te naleśniki odstawisz 😉 Ale widzę że się nie poddajesz 😉 Good job , kołalski 😉 pewnie specjalnie w majonezie je oblepiłaś żeby nie było czuć hehe. Nie martw się, jutro poczujesz 😉 hehe

    • z5pln says:

      Co Ty, jeszcze nawet nie zaczęły uciekać, dały się zjeść – podejrzewam, że porządnie źle z nimi mogło być dopiero jutro. W każdym razie lepsza sraczka, niż burczenie w brzuchu, chyba :D.

  4. Artur says:

    Ja wam kibicuje, jak wytrwacie do końca miesiąca chyba z 10 kilo zrzucicie ;p
    Chyba się do was przyłącze pasywnie, też spróbuje przeżyć za 5zł ale będzie ciężko więc nie wiem czy wytrwam 🙂 Trzymajcie się

  5. g5pln says:

    3kg już zrzucone 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: